Poprzednie wcielenie? – Ir.#6

20 lipca, poniedziałek. Jedziemy w góry Wickow – miasto Glendalough. Pogoda cudna, droga piękna. Najpierw posiłek na trawie nad jeziorem, potem droga pod górę wzdłuż wodospadu do jego źródła. Tam i z powrotem jakieś 6 godzin. Wędrowałyśmy zachwycając się i zdjęcia robiąc. Były też w tej drodze rzeczy niezwykłe. Gdy szłyśmy już jakiś czas drogą lekko pod górę… Jezioro z lewej strony długie, z prawej góry z łupków cudnie złoto błyszczących stworzone. Doszłyśmy do miejsca pięknego, gdzie krajobraz się rozszerzał w kotlinę niezwykłą. Spojrzałam z tęsknotą na to miejsce i zatrzymać się zapragnęłam. Chcę tu usiąść – rzekłam i spojrzałam na kamień, który wzrok mój przyciągnął. Siądźmy – zgodziła się Justyna. Czytaj więcej »

29.01.2014 Gdzieś tam

Jaka emerytura???

Przeczytałam dzisiaj artykuł pt: „Emerytury nie będzie”. Czy się zdziwiłam? Nie do końca, bo pierwszy raz usłyszałam takie zdanie w 2006 roku na kursie masażu lomi, oczywiście w kuluarach, a nie na zajęciach. Rozmawialiśmy sobie o rejestrowaniu działalności masażystów. Większość była zdania, że to się nie opłaca, a nawet nie da rady, bo koszty przekroczą dochód. Na co ja naiwnie wykrzyknęłam: „Trzeba płacić ZUS, bo przecież trzeba zbierać na emeryturę”. Wtedy kolega W. spojrzał na mnie z politowaniem i rzekł: „Danusia, emerytury nie będzie, jak chcesz mieć kasę na starość to sama się musisz o to zatroszczyć. Jeśli masz pieniądze inwestuj, ale nie w ZUS”. Nie uwierzyłam. Nie pozwoliły mi na to  pozostałości komunistycznego myślenia. Czytaj więcej »

28.01.2014 W życiu

Napój czekoladowy

Na rozgrzanie organizmu dobrze jest wypić sobie bogaty w magnez płyn czekoladowy. Proporcje podaję, ale nie są one wiążące, bo tak naprawdę każdy może je sobie ustalić tak jak lubi. Ja wczoraj nie dodałam miodu i też było dobrze. Więc przygotuj: Czytaj więcej »

27.01.2014 W kuchni

Deszczowa wycieczka – Ir. #5

11 lipca wstałyśmy dość późno, bo obie jakoś długo zasnąć nie mogłyśmy. Patrzymy, a za oknem pogoda się popsuła jeszcze bardziej, ale co to dla nas, zjadłyśmy pyszne śniadanie. Justa zrobiła quesadille. Pociągnęłyśmy po karcie anielskiej i w drogę. Cały dzień jeździłyśmy samochodem w górach i podziwiałyśmy widoki. Pod jedną górę podjechałyśmy i wyszłyśmy w strugach deszczu przyjrzeć się jej z bliska. Stanęłyśmy oko w oko z potęgą wielką i piękną. W życiu nie widziałam tak dziwnych gór. Czytaj więcej »

24.01.2014 Gdzieś tam
lomi lomi nui

Oswajanie śmierci

Czego najbardziej się boimy? Czego w gruncie rzeczy dotyczą nasze wszystkie lęki? Nawet jeśli w pierwszej chwili pomyślimy, że lękamy się utraty pracy, czy miłości, to i tak w konsekwencji doprowadzi to nas do uświadomienia sobie, że w gruncie rzeczy pod wszystkimi pomniejszymi lękami jest ten podstawowy – lęk o życie. Więc po prostu boimy się śmierci. I ci co wierzą w niebo, i ci co wierzą w reinkarnację, i ci co wierzą w nic, mają ten podstawowy lęk w sobie. Mną targał kiedyś bardzo. Gdy tylko coś się zadziało niedobrego pojawiał się lęk. Lekko mniejszy dotyczył mnie samej, ale ten większy, powodujący prawie panikę, dotyczył moich bliskich. Czytaj więcej »

23.01.2014 W życiu

W restauracji Ir.#4

Po tak długiej wycieczce głód nas dopadł, wiec rozejrzałyśmy się za restauracją. Oryginalna była. Klimacik sprzed 100 lat. Wszystko dobrze wysłużone, obsługa kiepska i brudno. Polski Sanepid by ich zjadł. Ludziom to jednak nie przeszkadzało, bo tłok był i ogólne zadowolenie. Zamówiłyśmy sobie zupki; ja z porów, a Justa z owoców morza. Usiadłyśmy w takim zakamarku, w którym śmierdziało starociem. Czytaj więcej »

22.01.2014 Gdzieś tam

Gaja i ładne rzeczy

Dzisiaj poznałam dwie wyjątkowe kobiety. Wyjątkowe, bo przygotowują odważny i fajny projekt. Wymyśliły sobie, że otworzą galerię rękodzieła. Będzie się nazywała Gaja. Pięknie, prawda? Były u mnie w pracowni, żeby obejrzeć co robię i zakupiły trochę rzeczy. Będzie więc ślad Słonecznej Piwnicy w Gai. Myślę, że są kobiety, które robią ciekawe rzeczy i zechcą się tam pokazać i że są ludzie, którzy mają już dość chińszczyzny i zwrócą swoje oczy w kierunku rękodzieła. Czyż nie lepiej jest mieć w domu wartościowe i oryginalne rzeczy, a na prezenty kupić coś co jest jedyne i niepowtarzalne? Czytaj więcej »

20.01.2014 W pracowni

Rekonesans – Ir. #3

10 lipca

Wcześnie rano wstałam czując się cudownie wyspana i pełna energii. Delektowałam się słońcem i śpiewem ptaków w ogrodzie.

Po śniadaniu pojechałyśmy niedaleko, nad ocean. Ot, taki pierwszy rekonesans. Chodziłyśmy boso po plażyCzytaj więcej »

19.01.2014 Gdzieś tam

Pierwsze zaskoczenia – Ir. #2

9. lipca, godzina 3:40 pobudka, o 4:30 wyjazd autokarem do Warszawy. O 12:25 samolotem do Dublina. Byłam otwarta na nowe, ale jednocześnie niezbyt pewna siebie. Ostatnio latałam samolotem w 1979 roku, nie jestem więc obeznana z tego typu podróżami. Na lotnisku poznałam Ewę, sympatyczną piegowatą 33-letnią dziewczynę. Obie leciałyśmy do Dublina pierwszy raz i będąc lekko zagubione cieszyłyśmy się ze znajomości, bo to zawsze raźniej. Na nią miał czekać chłopak, na mnie przyjaciółka. Rozmowa umiliła nam czekanie na samolot. Może Ewa to kiedyś przeczyta… Pozdrawiam cię Ewo gdziekolwiek jesteś. Czytaj więcej »

18.01.2014 Gdzieś tam

W Krainie Deszczowców – Ir. #1

19 pięknych dni w Irlandii z moją przyjaciółką Justyną minęło bardzo szybko, ale nie zagubiły się we wspomnieniach, ciągle we mnie istnieją. Może bez szczegółów, bez trudnych nazw, bez chronologii odzywają się często wzbudzając ciepłe uczucia. Teraz, po czterech latach wracam do tamtych dni i zdarzeń. Mam chęć na konkretniejsze wspomnienia i na uporządkowanie zdjęć. Przyjdzie mi to łatwo, bo dzięki swojej potrzebie pisania przywiozłam z tej podróży dziennik o jakże wymownym tytule: „Z Krainy Deszczowców”. Kto był lub mieszka w Irlandii wie o co chodzi. Justynko, piszę też dla ciebie, żeby ci jeszcze raz podziękować za te piękne wakacje. Myślę, że z przyjemnością i z ciekawością przeczytasz to, co wtedy pisałam pomiędzy naszymi wyprawami i siedząc na pewnej ławeczce w botanicznym ogrodzie. Będzie to cykl artykułów bogato okraszony zdjęciami i garść bardzo subiektywnych wrażeń.

17.01.2014 Gdzieś tam

Ostatnia wycieczka tego pięknego roku – NY#7

Moja ostatnia wycieczka zaczęła się dość stresowo, albowiem pierwszy raz miałam chodzić i jeździć po NY sama. W tej kwestii nie mam pewności przeważnie, a droga z Queens na Brooklyn długa. Najpierw do metra 20 min piechotą  –  trafiłam :) Potem 3 przystanki jechałam na Roosvelt, tam przesiadłam sie do ekspresu F i w ciągu godziny dojechałam na King Highway.

Tam już tylko poczekałam na swoich chłopaków. Tomek mi oczywiście co jest gdzie zaczął objaśniać i w ogóle za przewodnika robił i już nie czułam sie niepewnie. Czytaj więcej »

17.01.2014 Gdzieś tam

Tak piszę sobie i się dzielę… – NY #6

19, 20 września, schyłek lata… Nawet nie myślałam o tym, bo właśnie na te dwa dni czekałam, żeby sie spotkać z Kingą i poznać osobiście Małgosię, Kingi koleżankę ze szkoły i naszą koleżankę z forum NK. Przyjechały rano w sobotę, błądząc deczko po NY. ale trafiły. Małgosię od pierwszego spojrzenia odebrałam pozytywnie. Same dobre odczucia. Wszystkie znamy Jozefa ;) To było widać i słychać i Gosia też to potwierdziła. Cieszę sie z tej nowej? starej? znajomości. W międzyczasie gadałyśmy aż milo, a w głównym programie miałyśmy niezłe latanie. W sobotę zaliczyliśmy wiele nowojorskich atrakcji. Tomek był naszym przewodnikiem pieszczotliwie przez Małgosię kierownikiem zwanym. Czytaj więcej »

16.01.2014 Gdzieś tam

Jeszcze się taki nie urodził co by każdemu dogodził

Nie do końca wiem o co chodzi, nie zawsze śledzę ruchy Orkiestry Świątecznej Pomocy, ale wiem, że grają co roku z pasją i zaangażowaniem. Wiem, że motorem tej pięknej inicjatywy jest Jerzy Owsiak. Wspaniałe efekty jego działalności są mi znane. Nawet w moim małym mieście na oddziale dziecięcym widziałam czerwone serduszka na zakupionym przez Orkiestrę sprzęcie. W tym roku się zdziwiłam i to bardzo niemile widząc ataki jakichś nieznanych mi ludzi na Owsiaka, jakieś złośliwości i oskarżenia. Widziałam  wczoraj jak zachrypnięty i zdenerwowany Owsiak wszedł na stół i szukał słoika ze schowanymi pieniędzmi. Czytaj więcej »

16.01.2014 W życiu

W doborowym towarzystwie u Madame Tussauds – NY #5

Na Times Square jest dom, gdzie mieszkają wielkie figury. Aktorzy, piosenkarze, politycy i sportowcy, a nawet bohaterowie bajek dla dzieci. Zastanawialiśmy sie czy tam iść… Tomek zapytał, po co i stwierdził, że go to nie kreci. Kamil był raczej niezdecydowany, ja nie nalegałam, ale przyjechała Kinga z Małgosią i sprawa sie przesądziła. Przechodziliśmy nieopodal i stojący przed drzwiami Morgan Freeman wydawał się jakby zapraszać do środka. Ulegliśmy więc pokusie zobaczenia tych sławnych i wielkich ludzi w naturalnych proporcjach….Chłopcy się dostosowali i szarpnęliśmy się na drogie dość bilety. Czytaj więcej »

13.01.2014 Gdzieś tam

Miasto kontrastów – NY #4

No i jestem w wielkim zadziwiającym mnie mieście. I piękne i brzydkie i czyste i brudne, a jednak imponujące. Zobaczyłam już sporo, bo mnie chłopaki po mieście obwożą i latamy zwiedzając co najważniejsze. Byliśmy na wysokim budynku Rockefeller Plaza, żeby panoramę podziwiać. Manhattan jest powalający. Wszystko monumentalne, aż mnie szyja rozbolała od patrzenia w górę. Chodziliśmy wiec po 5 ave. po Rockefeller Center, po Times Square gdzie neony i błyskające reklamy po oczach biją, a tłum wielki spaceruje cuda te podziwiając. Czytaj więcej »

12.01.2014 Gdzieś tam

do góry