Budyń i inne takie…

Jakiś czas temu zobaczyłam wpis słynnego blogera Kominka na temat paskudnego nowojedzenia. Właściwie głównie chodziło mu o budyń dr Oetker’a. Fakt, do kitu jest, chociaż takich słów jak Kominek bym nie użyła. Po prostu nie kupuję i już. Od wielu lat sama gotuję budyń i kisiel. Sama piekę chleb i mięsa, sama robię dżemy, piekę ciasta i gotuję obiady. Dlaczego sama? A z tego powodu, że faktycznie teraz jest bardzo dużo pięknie zapakowanych niedobrych rzeczy. Czytaj więcej »

24.02.2014 W kuchni

Na jeziorze, na ławeczce, na słońcu świecącym

Piękny niedzielny dzień. Błękitne niebo, wiosenne słońce, a moje chłopaki biorą łyżwy i na lodowisko się zbierają. Oczywiście jeziorne lodowisko, bo jeździć w kółko na małym płachetku lodu w namiocie, szumnie zwanym lodowiskiem, to debilne jest i żadna przyjemność. Przestrzeń muszą poczuć i już. „Od wielu dni nie ma mrozu, lód na jeziorze topnieje” – mówię, ale mnie nie słuchają. Mało tego, namówili mnie, żebym zwariowała tak jak oni. Nie mam wyjścia, wariuję i wchodzę na środek jeziora po dróżce wyglądającej jak chirurgicznie zszyta rana. Czytaj więcej »

23.02.2014 Gdzieś tam

Tańczący w deszczu. Rytuał pogański i zlot Druidów – Ir.#9

Dzisiaj cofnęłam się w czasie do 25 lipca 2009 r. Tekst znalazłam dość długi, ale zdjęć żadnych. Nie wiem czemu, ale pewnie zbyt ciemno było. W związku z tym zdjęcia w tekście są z innej wycieczki.

W sobotę pojechaliśmy na ten wyczekiwany rytuał pogański. Ja, Justyna, Karolina i Krzyś. Zapakowaliśmy sprzęt biwakowy i jedzenie. Ruszyliśmy na spotkanie z przygodą. Czytaj więcej »

19.02.2014 Gdzieś tam

Młodo wyglądasz! O cyklu życia…

Młodo wyglądasz! Nie wyglądasz na swoje lata! Czy to są pożądane komplementy ? Pewnie że tak, ale co się za tym kryje? Ulga, że metryka nam się na twarzy nie odbiła? Strach przed starością? Poczucie malejącej wartości, w związku z upływem lat? Faktycznie, lata lecą, szybciej niż mogliśmy się spodziewać. Czy naprawdę z wiekiem maleje nasza wartość? Słyszałam, że są takie narody, gdzie powiedzenie komuś, że wygląda młodo jest obrazą, bo jeśli młody, to znaczy, że mało wie o życiu, że jest niedoświadczony, bo uznanie i szacunek zdobywa się z wiekiem. Czytaj więcej »

18.02.2014 W życiu

Surówka z selera naciowego

Nie każdy go lubi, a polubić warto, bo wartościowy jest, oj jest. Chcąc coś o nim napisać więcej, szukałam w necie i znalazłam peany tutaj. Dla tych co im się dużo czytać nie chce oznajmiam, że witaminy C jest w nim więcej niż w cytrusach. Zasobny jest w witaminę B kompleks, kwas foliowy i witaminę PP i E. Minerałów w nim dużo: potas, wapń, fosfor, cynk, trochę magnezu i żelaza. Oczyszcza organizm, pobudza przemianę materii i warto dołączyć go do swojego jadłospisu.  Ja za pojedynczym chrupaniem selera nie przepadam, ale wymyśliłam sobie surówkę, w której mi on smakuje wybornie. Poza tym skoro sam seler jest takim wartościowym warzywem, to jaką moc musi mieć moja surówka… Czytaj więcej »

14.02.2014 W kuchni

Ramy i granice II

Druga zasada huny KALA mówi o tym, ze nie ma granic. Możesz zaprzeczyć, bo w końcu każdy z nas zna różne granice. Np. granice miast i państw, ale czy rzeczywiście zawsze one są? Przecież wiemy, że to tylko sprawa umowna. Ktoś, kto podróżuje po świecie przekracza te granice bez problemu. Tu sięgamy do istoty sprawy, bo granice dla jednych są, a dla innych, tak jakby, znikają lub nie mają znaczenia. W gruncie rzeczy granice to rzeczy umowne i narzucone, bo wszechświat na pewno nie zna granic. Nawet granice naszych możliwości mogą się zmieniać i znikać. Czytaj więcej »

14.02.2014 W życiu

Ramy i granice

Dzisiaj rano wprawiłam siebie w bardzo dobry humor. Czym, w jaki sposób? Bagatelka, wycisnęłam z tubki błękit pruski, wzięłam w rękę pędzel, wlazłam na kanapę i przemalowałam ramę w moim ulubionym obrazie. Obraz jest kosmiczny, powstał nie pamiętam kiedy i nie wiem jak, ale jak jeszcze stał sobie na sztalugach przyszła do mnie moja koleżanka Bernarda, stanęła przed nim i rzekła swym autorytatywnym głosem, że jest to najbardziej energetyczny obraz jaki namalowałam. Powiedziała, że widzi w nim początek wszystkiego. Czytaj więcej »

12.02.2014 W pracowni, W życiu

Zupka jarzynowa zawsze inna

Odkąd zaczęłam gotować według pięciu smaków eksperymentuję nieustannie. Wystarczy bowiem znać zasady dotyczące kolejności i przynależności składników, żeby gotować z tego co się akurat w lodówce ma. Najprościej powstają zupki jarzynowe. Przepis na uwiecznioną na zdjęciu zupkę wygląda mniej więcej tak: Czytaj więcej »

08.02.2014 W kuchni

Bajka

Za siedmioma górami, za jeziorem, na górce stał mały piękny domek. Prowadziła do niego ścieżka czysta i prosta, równo stały przycięte kwiatki, krzaczki i sosna. W oknach śliczne firanki haftowane i białe, za szybkami doniczki, a w nich kwiatki wspaniałe. Obchodzimy wokoło ten domeczek cacuszko, nigdzie trawki, paproszka, wszędzie czysto i pusto. Któż tu mieszka, myślimy, patrząc żywo dokoła, kto porządek tak duży na to miejsce przywołał.? Na drzwiach lśniących tabliczka srebrna śmiało obwieszcza, Porządek i Szczotka – oto kto tu mieszka! Czytaj więcej »

06.02.2014 W życiu

Lodowa opowieść

Jezioro Ełckie zamarznięte. Pięknie jest, pogoda cudna. Świeci słońce, a niebo jest przejrzysto niebieskie i tylko na horyzoncie lekko się rozjaśnia. W tle Ełk. Widać zabytkową wieżę ciśnień i zarysy domów. Wielkie nagie drzewa wyciągają do nieba nagie konary. Pod stopami mam głębię przepastną. Z brzegu jasna, tak jakby tuż pod powierzchnią zastygło mnóstwo pęcherzyków powietrza. Dalej jest ciemna tafla. Gdzieniegdzie kratery wybite przez wędkarzy, ślady jakiegoś pojazdu i plątanina linii… Czytaj więcej »

05.02.2014 W życiu

Placki ulubione

Placki różnej maści i kalibru towarzyszyły mi od dziecka. Jadałam je zawsze z wielką przyjemnością.  Najsmakowiciej  wspominam  placki mojej babci Czesi. Były to placki z jagodami i było to tak dawno, że jeszcze się nie interesowałam przepisami. Widziałam tylko, że były jakieś jajka, mleko, mąka i duuużo świeżych, pachnących jagód prosto z wojsławskiego lasu. Gdy podrosłam sama zaczęłam smażyć placki. Ziemniaczane, pszenne z jabłkami, naleśniki, według tradycyjnych domowych przepisów, to znaczy na oko głównie. Na placki jagodowe namówiłam kiedyś mamę. Owszem, zrobiła je raz i więcej nie chciała, bo jej się za bardzo wszystko na czarno popryskało. Babcia smażyła na prawdziwym ogniu, na wielkiej kuchni z fajerkami i nie przejmowała się pryskaniem z patelni.  Czytaj więcej »

04.02.2014 W kuchni

Różana opowieść – Ir.#8

Różo – siostro moja,
drżąca na wietrze o płatki stracone.
Tak pięknie rozkwitłaś w purpury kolorze,
chwilą się cieszysz, gdy piękna być możesz.
Twoja dojrzałość, cudowna, rozkwitła,
kruchą urodą  na wietrze szaleje.
Zapach posyłasz, barwą zachęcasz,
pieszczotę słońca i wiatru przyjmujesz,
choć od niej zginiesz… Czytaj więcej »

03.02.2014 Gdzieś tam

Chleb nasz powszedni

„Mało nas, mało nas do pieczenia chleba. Jeszcze nam, jeszcze nam Danusi potrzeba.” Czy kojarzysz tę piosenkę? Kiedyś, dawno temu, w przedszkolu albo szkole podstawowej dzieciaki śpiewały to razem dobierając do swego kółeczka kolejne osoby.Dużo rzeczy wtedy śpiewaliśmy razem, czasem nie rozumiejąc dobrze treści, stąd częste przekręcenia. Może masz jakieś przykłady? Czytaj więcej »

02.02.2014 W kuchni

Było pięknie – Ir.#7

13 lipca byłyśmy na wycieczce całodziennej. Najpierw zatrzymałyśmy się w miasteczku Donegall. Pochodziłyśmy po ulicach podziwiając piękną zabudowę i wspaniałe wystawy sklepów. Potem poszłyśmy zwiedzać Donegall Castle. Zamek był częściowo zrujnowany, a częściowo w dobrym stanie. Wszystko z kamieni. Dookoła był kamienny mur z takąż basztą, przez którą weszłyśmy na dziedziniec. Dostałyśmy zafoliowaną kartkę z informacjami o tym zamku i obeszłyśmy wszystko tak, jakby z przewodnikiem. Imponująca była sala główna z pięknym stołem i rzeźbionymi krzesłami.  Czytaj więcej »

01.02.2014 Gdzieś tam

Słoikopasja i miłość własna

Nie wiem już jak to się zaczęło, chociaż chyba nie zaczęło się zbyt dawno. Nie było za lasami za górami, ale w domu na stole kuchennym, lub czasami na stole do masażu. Kłopotliwe to było, bo jak schło to zajmowało potrzebne, do innych rzeczy, miejsce. Nie było co z tym zrobić, więc wsypywałam doń sól, herbatę, kawę… Nie miałam w domu półek, żeby je wystawiać, więc stały sobie po kątach. W stosownych chwilach dawałam w prezencie. Zapasy rosły, a ja miałam wielką radość tworzenia. Nie wszystkie od razu były udane, ale piękniały z czasem. Do niektórych się przywiązuję tak, że szkoda mi je nawet sprzedać. Czytaj więcej »

30.01.2014 W pracowni

do góry